czwartek, 11 sierpnia 2011

No to dieta!

Czego się nie robi, żeby zrzucić kilka kilo:).
Nie wiem jak Wy to robicie- codziennie na blogach nowe wpisy ze świetnym jedzeniem, a kiedy oglądam większość zdjęć to szprychy z Was jak "ta lala". Panowie również.

Ze względu na to, że czułam się ostatnio ze sobą źle, zaczęłam dietę South Beach. To już koniec mojego 5go dnia i jestem bardzo zadowolona:).
Zalety są takie, że wyrównuje się poziom cukrów we krwi i szybko spadają centymetry w pasie. Nawet zauważyłam różnicę (może niewiele, ale zawsze coś). Trzeba natomiast przestrzegać kilku zasad przez 2 tygodnie(m.in. zakaz używania cukru, zakaz picia alkoholu, zero ziemniaków, mąk, kasz, ryżów, owoców oraz chleba). Można jeść jaja do woli, wybrane warzywa oraz smażyć na oliwie:).
Pierwszy dzień był najgorszy. To się kawy zachciało (z cukrem of course), to obok chińskiej budy pachniało jedzeniem, to z piekarni świeżym pieczywem.
Jednak daję radę. Na wadze 3kg mniej, samopoczucie lepsze. Może się uda;).

Oto dwa danka, które przygotowałam ostatnio.

Podsmażane tofu (z cebulką w indyjskich przyprawach) z gotowaną na kostce warzywnej fasolką szparagową.

Makaron sojowy z tofu, w sosie pomidorowo-sojowym. Soja rulez:).


A to zdjęcie z naszego "drugiego domu" w Łodzi. Cała rodzinka z rezydencji Remika.- tam robi się najlepsze sushi w mieście:). A dredy najlepsze w całej Polsce. Tak właśnie jest!:)



2 komentarze:

  1. byłam chyba na wszystkich możliwych dietach. nie mam nadwagi, ale zawsze chciałam zrzucić (przeklęte dla mnie) 5 kg. niestety wpadłam w błędne koło naprzemiennego chudnięcia i przybierania na wadze ;/
    dopiero po 2 latach (!) nauczyłam się "jeść z głową", czyli wszystko, ale w rozsądnych ilościach. zasad zdrowego żywienia nauczyła mnie dieta Montignaca, której podstaw nadal przestrzegam.
    życzę wytrwałości i zamierzonych efektów w dietowaniu :)
    no i stara prawda, którą czasem trudno wcielić w życie - jeśli tylko masz czas - uprawiaj sport

    OdpowiedzUsuń
  2. Podobnie jak Kas, przechodzilam juz chyba przez wszystkie mozliwe diety (no, poza tym supermodnym ostatnio Dukanem) i zauwazylam, ze jedyne, co na mnie dziala, to nie przesadzanie z wielkoscia porcji. Nie zawsze jest to proste, czasem ze zwyczajnego lakomstwa korci mnie, zeby nalozyc sobie dokladke, ale... Mam chyba dosc silna wole. No i ruszam sie duzo (codziennie ponad 30 km na rowerze + silownia + basen + weekendowe hulanki w klubach :))
    Zycze powodzenia i wytrwalosci w dietowaniu!

    OdpowiedzUsuń