środa, 21 grudnia 2011

Wyprawa do Belgii, czyli jak bardzo polubiłam miasto Gent.

Zupełnie niespodziewanie tydzień temu we wtorek, dowiedziałam się , że jadę do Belgii.
Trzeba było tam pozałatwiać kilka spraw i odwiedzić znakomity Glimps Intenational Showcase Festival.

Pierwsze co zauważyłam chodząc po mieście, to to, że każdy samochód zatrzymywał się przepuszczając nas bez żadnego problemu. Następne to, że nawet pani na poczcie rozmawia po angielsku. No i każdy jest taki uprzejmy, czego niestety w naszym kraju czasami brakuje:(.

Dowiedziałam się również, że Gent jest stolicą wegetarian w Belgii, zatem chciałam sprawdzić co nieco i skosztować tamtejszych przysmaków.

W każdej knajpce masz do wyboru coś wegetariańskiego, nikt nie patrzy na Ciebie z przerażeniem jeśli poprosisz o coś bez mięsa (ludzie, inny świat!). Przeżywam tak, ponieważ w Łodzi czasami w bardzo "nie zacofanych " restauracjach jest z tym problem.


Vegie burger i grube belgijskie frytki, smażone 2 razy






Bardzo polubiłam świąteczny klimat w tym mieście. Nie było amerykańskiego kiczu i piosenek w stylu Mariah Carey, tylko klimatycznie, delikatnie oświetlone miasto i wszystko niczym z "Opowieści Wigilijnej" Karola Dickensa. I tak wiele małych sklepików z serami, czekoladami czy pieczywem.



Koncert zespołu Blisko Pola z Łodzi, który był jedynym przedstawicielem naszego kraju podczas festiwalu.


Wykonawca, który m. in. przypadł mi do gustu podczas tego festiwalu- Cascadeur:





No i na koniec pochwalę się tym, że pierwszy raz udzieliłam wywiadu:).
http://plasterlodzki.pl/muzyka/wywiady/4179-w-ogniu-pyta-dominika-czapska-kind-off

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz