czwartek, 22 marca 2012

A to feler- westchnął seler...

Kolejny słoneczny dzień w Łodzi i kolejny spacer po Bałuckim Rynku.

Tak po prostu lubię tam chodzić. Muszę zrobić kilka zdjęć z tych moich spacerków. Dziś kupiłam coś, o czym od dłuższego czasu marzyłam. Najbardziej stylową torbę na zakupy. Oto ona:



Kiedyś w garmażerii kupiłam kotlety z selera, z żółtym serem, obtoczone w bułce tartej. Dziś sama pokroiłam korzeń w plastry, przyprawiłam i podsmażyłam porządnie na oliwie. Tak mi posmakował, że postanawiam jeść go codziennie. Jest trochę taki jak smażone ziemniaczki czy frytki i kosztuje niewiele.


Przeczytałam też w necie o właściwościach tego warzywka i pozwolę sobie Wam przekopiować:

"Amerykanie i Japończycy, którzy mają wręcz obsesję na punkcie żywienia i leczenia selerem, doszukali się w nim aż 86 cennych składników. Wymienię tylko najważniejsze. Obie odmiany selera zawierają witaminę A, E, C (naciowy ma jej więcej) oraz naturalną witaminę B kompleks, łącznie z kwasem foliowym i witaminą PP. Warzywo to ma ponadto dwa razy więcej witaminy C niż cytrusy, W zależności od pory roku i sposobu przechowywania może mieć jej nawet do 150 mg w 100 g.
Sławę odżywczą zawdzięcza seler pierwiastkom mineralnym, których skład ułatwia organizmowi ich przyswajanie. Seler ma najwięcej fosforu wśród warzyw korzeniowych, a także sporo innych składników mineralnych, takich jak wapń, potas i cynk, a dodatkowo nieco magnezu i żelaza."

Resztę wspaniałości możecie doczytać TU

Pochwalę się moim nowym nabytkiem prosto z Peru- STEWIĄ. Jest to bardzo słodka roślina, której możemy używać zamiast cukru. Nie wyobrażam sobie kawy bez cukru, ale dorzucając ze 2- 3 wysuszone listki stewii, kawa jest słodka. Niestety nadużywam cukru, dlatego też odchudzanie się nie idzie mi za dobrze:).



Jest to niesamowite, ponieważ ta roślina ma same dobroczynne właściwości. Dla chętnych więcej do przeczytania TUTAJ.
Robię teraz taką lemoniadę z wody, cytryny i liści stewii. Polecam:)!

No i wiosenna autopromocja, Kind Off- Dancing Colours:

4 komentarze:

  1. Ja stevi używam od dawna jest świetna ;)
    PS: w stolicy nie było dziś słonecznie :(
    pozdrawiam ciepło i zapraszam do siebie!
    Szana,
    www.gastronomygo.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Seler jest fajny ale jednocześnie jest warzywem nr 1 na liście najmniej odpornych na pestycydy i inną chemię pseudorolniczą. Biedny selerek wchłania wszystko do środka...
    Lepiej omijać więc te przerośnięte, pozornie idealne bo duże okazy z bujną i sztywną nacią.

    OdpowiedzUsuń
  3. O, dzięki! Dobrze wiedzieć, bo nawet nie czytałam tak dużo o tym. No staram się u bab na rynku kupować takie warzywa, a te przerośnięte, przekolorowane omijam z daleka:). Może ten mój nie był taki napakowany chemią bo mi naprawdę posmakował:).

    OdpowiedzUsuń
  4. Zaczynam na nowo odkrywać smaki selera, znienawidzonego w dzieciństwie:)

    OdpowiedzUsuń