wtorek, 18 grudnia 2012

Szybki post.

Wczoraj szykowałam post i choroba mnie zmogła. Spałam cały dzień.
Nie mam kiedy napisać czegoś ciekawego. Jem całkiem niewiele ostatnio, co dziwne. Przyszła zima i nawet herbata mi nie wchodzi.

Weekend miałam pracowity jeśli chodzi o gotowanie.

W sobotę razem z Anetką przygotowywałyśmy posiłek na urodziny kolegi, na 15 osób.
Wcześniej byłyśmy u znajomych w Warszawie i wróciłyśmy do Łodzi ok. 16.30, a o 17.05 dotarłyśmy do mnie do domu.




Urodziny zaczęły się o 19.00, a posiłek był gotowy na 20.00.
Od tej pory wiem, że mogę wszystko. A jeśli mam przy sobie Anetę, to żadna godzina mi nie straszna, nawet jeśli żarcie ma być na 15 czy więcej osób.
Dream team po prostu.

Zrobiłyśmy wielki gar ostrego kremu z dyni, koftę indyjską, 3 pasty na kanapki w kolorach rasta oraz 24 muffinki (białe i czarne). Same na urodziny nie dotarłyśmy, ale ludziom smakowało, więc jest ta radość. Nie mam wszystkich zdjęć. Te są robione komórką, tyle ile zdołałam zrobić. Ostatnio elektronika nie chce ze mną współpracować:).

W niedzielę robiłam muffinki i aloo matar na Vegilię do Klubokawiarni Granda. Było tyyyyle żarcia. Skubnęłam zdjęcie z ich facebookowego profilu klubokawiarni. Wszystko tam było takie pyszne. Zupy- barszcz biały i krem Magdy z soczewicy z mleczkiem kokosowym.

Bardzo dawno nie jadłam racuchów, a tam były takie z rumem i z jabłkami. Tak samo fasolki, pasty, ciastka, kofy, samosy i inne. Poskubałam wszystkiego po trochu i wyszłam najedzona fest.


A to moje ostatnie wytwory, w tym pod koniec twarożek z migdałów przygotowany przez mojego J. Przepis możecie znaleźć na blogu ŚMIERĆ KANAPKOM.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz