wtorek, 19 listopada 2013

Wróciłam!

Wróciłam do pisania bloga, wróciłam również do Polski. 

Kilka postów wstecz, gdy przypominałam sobie mój poprzedni wypad do kraju Inków, zupełnie nie spodziewałam się, że trafię tam jeszcze w tym roku. A jednak trafiłam i jestem z tego powodu bardzo zadowolona, ponieważ wyszłam za mąż :).

W kraju, gdzie awokado kosztuje 5-7zł za kilogram, wiele się zmieniło od ostatnich dwóch lat. Wzrosła świadomość, jeżeli chodzi o sprzątanie, segregację śmieci, jest mnóstwo strajków przeciwko walkom byków, strajki feministek, strajki pracowników. Ludzie walczą o swoje, zaczynają myśleć również o zwierzętach. Tak czy siak "pollo" czyli kurczaki nadal można kupic na każdym kroku, jest to podstawa peruwiańskiego menu. Smuteczek.

Huanchaco, miasteczko wiecznej wiosny, do którego wrócę na pewno. 
Tu spędziliśmy swoją podróż "przedślubną" ;). Miejscowość turystyczna, w której można nauczyć się surfingu. Położona 15 minut od miasta Trujillo, 10h na północ od stolicy - Limy. Tanio, pięknie i o dziwo, w miarę czysto. Urząd tego miasteczka dba o to, by plaża wyglądała ładnie. Codziennie jest sprzątana, co nie przeszkodzi w znalezieniu plastikowych butelek i nie chcę wiedzieć czego jeszcze w pięknym z natury Pacyfiku. Jest spokojnie, można napotkać wesołych hippisów sprzedających swoje wyroby lub nagabujących na zakup magicznych ciastek ;). Spotkaliśmy turystów z Niemiec, Francji i Belgii w naszym hosteliku MY FRIEND. Jeśli kiedyś tam traficie, biegnijcie od razu do tego hostelu! Cudowna atmosfera!

W przyszłości, jak już będę bardzo bogata, to kupię tam sobie dom i Was wszystkich zaproszę! :)
 





 A to nasze codzienne posiłki . Może sojowych produktów nie spożywaliśmy tak często, ale jagody inkaskie (rodzynki brazylijskie) widoczne wyżej na zdjęciu, jedliśmy codziennie po kilkanaście sztuk. Awokado na śniadanie, awokado do wszystkiego ;). To samo z bananami, opuncjami czy innymi smakowitościami, które można było nabyć za grosze! Niestety jedliśmy mnóstwo białego pieczywa i spożywaliśmy litrami gazowane napoje. To wszystko przez to, że było ciepło i się chciało, wakacje ;).






4 komentarze:

  1. Zapraszamy do grupy fb dla blogerek kulinarnych wege https://www.facebook.com/groups/WegeBlogi/

    OdpowiedzUsuń
  2. Gratuluję zamozpojscia :-) rozumiem że Szanowny Małżonek znany był Ci wcześniej czy nagle w podróży Was trafiło i wyszłaś za mąż? :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zobaczyłam późno komentarz ;). Wybacz za opóźnienie. Z mężem jesteśmy od 5 lat razem, poznaliśmy się tu w Łodzi, a do Peru polecieliśmy po prostu na ślub , bo on z pochodzenia jest pół Polakiem, pół Peruwiańczykiem :).

      Usuń