poniedziałek, 6 stycznia 2014

Weganka w pakerni #1

Zaczęłam z Nowym Rokiem. Oby mi się nie znudziło, obym wytrwała w postanowieniach, obym, abym, bym... Challenge accepted! :)

Z nowym rokiem ćwiczę sobie w domu z youtubem 20 minut dziennie treningów cardio. Czy to Mel B, czy z Panią Chodakowską, czy z innymi ćwiczeniami dostępnymi za darmochę w sieci.

Dziś, czyli w 6. 01. 2014 r. pierwszy raz byłam w siłowni. Zaciągnął mnie mój mąż. W drodze miałam milion wymówek,  awanturowałam się jak małe dziecko, bo nie chciałam tam iść tak bardzo! Ale przez to gadanie i próby ucieczki nie zauważyłam, że dotarliśmy. 
Robiłam rozgrzewające ćwiczenia, steperek, podnoszenie ciężarków, klata, plecy, barki, brzuch. Już ręce mi się trzęsą, jutro pewnie nic nie podniosę, ale trudno. Muszę wytrwać bo sobie postanowiłam. 

Nie jestem z tych, którzy jak postanowią, to robią. Ale robię to wyłącznie dla siebie, mam 26 lat i sflaczałe ciało. Nie jestem grubasem, nie mam problemów z nadwagą, wyglądam normalnie i nie widać na co dzień, że mam sadło, ale mam! Boczki i inne flakowate części ciała, które chcę umocnić, chociażby po to, by (jeśli dożyję!) w wieku 70 lat nie jęczeć, nie móc podnieść garnka. No i tak po prostu, chcę jeszcze pochodzić po plaży nie wciągając brzucha ;). Lubię jeść, robię to non stop, szczególnie nocą, ale upaść się jest łatwo, a zrzucić masakrycznie ciężko. Uważam, że każdy człowiek powinien się za siebie wziąć, jeśli nie ze względów estetycznych to dla zdrowia. 
Bo nie lubię jak ktoś mi wmawia, że się nie da, albo, że zdrowie nie pozwala. To jest czyste lenistwo i ja jestem tego najlepszym przykładem ;). Ale oficjalnie Wam piszę, że zaczęłam więc kolejne wpisy będą mnie motywowały do treningu. No i zapłaciłam, więc wiadomo ;).

Obiad pakerski nr 1:

- 1,5 szklanki kaszy jaglanej
- 1,5 szklanki czerwonej fasoli namoczonej przez noc i ugotowanej (lub puszka, ale mi wyszło więcej)
- pół opakowania mrożonego szpinaku
- kostka wędzonego tofu
- duża cebula
- 2 ząbki czosnku
- łyżeczka garam masali
- pół łyżeczki kurkumy
- płaska łyżka soli
- porządna szczypta chili
- łyżeczka czarnuszki
- 2 łyżki koncentratu pomidorowego
- olej

 Na oleju w garnku podsmażamy poszatkowaną cebulkę, czosnek i wrzucamy wszystkie przyprawy. Po chwili wsypujemy kaszę i porządnie mieszamy by oblepiła się przyprawami. Dorzucamy koncentrat, ugotowaną fasolę i zalewamy wodą. Kiedy widzimy, że gotowanie zbliża się ku końcowi, dodajemy szpinak oraz podsmażone tofu wędzone pokrojone w kosteczkę i mieszamy kilka razy. Zostawiamy pod przykryciem na kilka chwil i już, gotowe :).



8 komentarzy:

  1. https://scontent-a-lhr.xx.fbcdn.net/hphotos-prn1/1527029_678905242131252_871065811_n.jpg

    OdpowiedzUsuń
  2. Trzymam kciuki za postanowienie! Sama ćwiczę niemal codziennie od dwóch lat i teraz nie wyobrażam sobie, żeby mogło być inaczej, ale pamiętam jak trudne były początki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, wsparcie się przyda. Zaraz zabieram się do kolejnego kardio ;).

      Usuń
  3. Jedzonko takie jak lubię! Kaszy ma być az 1,5 szklanki surowej, tak? Czy jednak ugotowanej?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Surowej 1,5 szklanki. Można szklankę, ja robiłam na 3 osoby i jeszcze jest :). No i dopiero ugotować ;)

      Usuń
  4. Swietnie! Będzie na parę dni:) Fasola, choć biala, już się moczy, a zamiast wędzonego tofu będą wędzone sojo-kiełbaski. Myślę, że taka drobna, choć konieczna modyfikacja nie odbije się na smaku.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie mów,miałam to samo. Dopiero na wolne ciężary poszłam,gdy byłam z Tatą na siłowni,sama się nie odważyłam ;D A teraz na spokojnie sama idę,a co mi tam! :D

    OdpowiedzUsuń